sobota, 23 marca 2013

18. Lou III.


Dwie różne osoby, dwa różne światy i jedno pragnienie. Czy uda się stworzyć wspólne życie, aby połączyć te dwie osoby? Głęboka nadzieja ciągle we mnie trwała, że w końcu wszystko powróci do stanu, w którym będę szczęśliwa.
Chowając ból w cierpiącym już sercu, wołam o pomoc pogłębiając tęsknotę kosztem słonych łez.
Otworzyłam szerzej drzwi, aby mógł wejść. Nie wiem czy dobrze robiłam, ale teraz nie miało to znaczenia, przecież w końcu mogłam go zobaczyć. Rzuciłabym ci się na szyje, lecz moja duma i niechęć ponownego przywiązania się wstrzymuje mnie od popełnienia może kolejnego błędu, od przyjęcia kolejnej dawki cierpienia.
Twój uśmiech szczęście daje mi, spojrzenie w oczy ukaja ból.
Dajesz mi siłę bym dalej żył.
Tylko dlaczego tak daleko musisz być.
Możemy spotkać się w moich snach.
Może uda się zatrzymać czas.
Chcę powiedzieć, że tak Bardzo Kocham Cię.
Tylko czy sny, spełniają się.
Przecież zaledwie kilka miesięcy temu potrafiliśmy porozumieć się bez słów. Dlaczego więc nasze serca pozostają niewzruszone na naszą obojętność? Teraz stoimy naprzeciw siebie, nie potrafiąc wytłumaczyć braku wzajemnej potrzeby.
- Wiem, skop mi dupe, zasłużyłem. Możesz mnie przekreślać ile chcesz, wyzywać i ponizać, ale daj się wyciągnąć na spacer, króciutki, obiecuje. – powiedział na jednym wdechu, gestykulując rękoma co wprowadziło mnie w pewien stan rozbawienia, jednak chcąc zachować powagę uśmiechnęłam się lekko. Pomimo zmian w jego wyglądzie, w ubiorze, dalej był tym charakterystycznym Louisem, którego znałam i czasami traktowałam poważnie. Może i nie powinnam się zgadzać, jednak nawet po jego nieobecności nadal nie potrafiłam mu odmówić. Potwierdzająco kiwnęłam głową na tak.
- Daj mi kilka minut. – rzuciłam krótkie zdanie i skierowałam się w głąb mieszkania.
- KILKA! – krzyknął za mną ze swoją charakterystyczną garstką śmiechu w głosie. Długi czas naszej znajomości pozwolił poznać się nam w takim stopniu, że kilka minut w moim wykonaniu trwa kilkadziesiąt. Starałam uporać się jak najszybciej, lecz zajęło mi to trochę więcej czasu niż myślałam. Szybko udałam się z powrotem do oczekującego bruneta. Zastałam go trzymającego w ręku naszą fotografię przyozdobioną w drewnianą ramkę. Czując moją obecność obrócił się w moją stronę.
- Niewiarygodne, że nadal je masz. – dodał ponownie wpatrując się w obrazek. Grupa nastolatków siedząca na murku, śmiejąca się i czerpiąca radość z wzajemnej obecności.
- Moje ulubione, mam zbyt duży sentyment do niego, aby go gdzieś pozostawić czy tak po prostu wyrzucić. – powiedziałam, zakładając lekką kurtkę.
- Niesamowite. - szepnął i uśmiechnął się. Otworzył usta, lecz po chwili je zamknął jakby chciał jeszcze coś powiedzieć, dodać. Tak naprawdę nigdy nie mogłabym wyrzucić go z pamięci, był za dużą częścią mojego życia, aby mogłoby tak po prostu o nim zapomnieć.
- Idziemy? – spytałam stojąc obok drzwi, patrząc na chłopaka, nadal trzymającego w rękach zdjęcie. Spojrzał na mnie uśmiechając się i odkładając fotografię dokładnie analizując ją do końca. Nie wiem dlaczego tak bardzo był pochłonięty tym zdjęciem, jednak wydobyło to we mnie garstkę wspomnień i ciepłe uczucie. Nadal pamiętał, nie zapomniał. Niezmiernie radowało to moje wnętrze. Delikatnie uchyliłam drzwi wpuszczając do środka chłodne, jesienne powietrze. Wyszłam na zewnątrz wciągając do płuc czyste powietrze. Słońce otuliło moją twarz, dając uczucie przyjemnego ciepła. Jednak zaczęło ono piętnować gdy ciało wyczuło obecność ręki na plecach. Nadal reagowało na jego dotyk. Uśmiechnął się co przychodziło mu dość łatwo, szkoda tylko że ja nie potrafiłam uśmiechać się tak po prostu. Nie zastanawiając sie ruszyłam przed siebie czując obok wyczekiwaną od dawna jego obecność. 



sobota, 16 marca 2013

17. Lou II.


Skierowałam się z powrotem do pokoju, siadając na łóżko podkuliłam kolana opierając na nich głowę.
Cały czas przed moimi oczami był ich widok. Przymrużyłam powieki aby móc wymazać niechciany obraz, jednak bezskutecznie.
Co poszło nie tak? Dlaczego za wszelkie niepowodzenia obwiniamy samych siebie? Jesteśmy zbyt słabi, aby móc doszukiwać się rozwiązania.
Najlepszym ukojeniem od wszelkich trosk i zmagań z własnym życiem jest sen. Prosta czynność niosąca ukojenie, pozwalająca na pogrążenie się w swoim wymarzonym, zawsze udanym i pięknym świecie. Kierujemy swoje pragnienia według własnych przekonań, układamy własny scenariusz wieczne szczęśliwej drogi, prowadzącej do szczytu marzeń.
Przed moimi oczami ukazała się jak zawsze rozpromieniona twarz chłopaka. Ten uśmiech, który tak cudownie roznosił się wokół, znowu gościł w moich uszach, piękne i zawsze błyszczące oczy, o niezwykłej barwie znowu były w moim zasięgu. Włosy lekko rozwiane na boki dodawały uroku jakże cudownej osobowości. Idealnie pasująca dłoń do mojej chwyciła ją w silnym uścisku, prowadząc w ciemną stronę z ukrytym blaskiem. Nie trzeba było nic mówić, aby porozumieć się w tej chwili. To właśnie ona była naszą przewodniczką. Bliskość i bijące od niego ciepło dodawało otuchy i pewnego rodzaju ukojenia tęsknocie, która piętnowało się w sercu. Dotyk jego dłoni, delikatny a zarazem mówiący tyle za pośrednictwem zwykłego gestu. Choć dalej chciałam trwać w tej chwili bez końca, coś mówiło aby się zatrzymać. Chłopak czując to, odwrócił się w moją stronę. Z delikatnym uśmiechem wpatrywał się w moje oczy. Moje ciało oblała fala głębokiego uczucia przejawiająca się u mnie od dawna. Odważyłam się podejść jeszcze bliżej, by móc bezkarnie oglądać każdy skrawek jego twarzy, który niczym nie różnił się od ideału. Jego dłoń delikatnie trzymająca moją, nadal trwała w silnym uścisku.
Tysiące myśli na sekundę, mnóstwo wspomnień, jedna chwila, jedno życie, jedna szansa- szansa na wieczne szczęście.
Jego twarz jakby dawała znak, otwarcie mówiła: „Powiedź, śmiało, jestem tu, nie odejdę, obiecuję”. Jednak nie potrafiłam wydobyć z siebie tego uczucia, które wręcz dusiło się we mnie od dawna. Świadomość tego, że mogę w końcu powiedzieć mu jak to cholernie bolało, ile kosztowało to, aby tak po prostu nie wykrzyczeć mu tego w twarz. Wykrzyczeć, jak bardzo go nienawidzę, lecz przecież tak nie jest, i nigdy nie będzie. W głębi serca zawsze będę go kochać, zawsze. Mogę nienawidzić samej siebie, za to, że tak po prostu pozwoliłam mu na pozbawienie mnie jego bliskości. Chce po prostu aby mnie przytulił, powiedział te magiczne słowa: „to musisz być ty” i został już na zawsze. Czy tak dużo wymagam? Z każdą chwilą uczucie coraz większej bliskości miotało mną wewnętrznie.
- … bo od dawna chciałam ci to powiedzieć… - przymknęłam delikatnie powieki, przygryzając dolną wargę, aby chwile odetchnąć.
Głośne pukanie rozniosło się w okolicy moich uszu. Ponownie otworzyłam powieki powracając do realiów. Znalazłam się znowu w moim pokoju, w świecie, w którym nic nie jest takie jak chcemy. Straciłam może jedyną szanse aby w końcu mu to powiedzieć. Ale czy na pewno zaspokoiłoby to moją wewnętrzną potrzebę? Ponownie po pomieszczeniu rozległo się głośne pukanie. Podniosłam się z łóżka i szybko znalazłam się obok drzwi frontowych. Sprawnie poradziłam sobie z zamkiem i już po chwili drzwi uchyliły się, stawiając mnie w skomplikowanej sytuacji. Może dostaję kolejną szanse aby być szczęśliwym? Przecież, przeznaczenie choć niewidoczne istnieje, przynajmniej ja uparcie w to wierzyłam. Spojrzałam w jego oczy, które nic się nie zmieniły po upływie czasu. Ze swoim uśmiechem, rękoma w kieszeniach spodni stał jakby nigdy nic, jakby dla niego było to kolejne spotkanie, jednak nie wiedział, że tym razem czuję się zupełnie inaczej, niż chciałabym w tej chwili.
- Cześć. – odrzekł wesoło, powodując u mnie setki wspomnień, które chciałam zablokować, jednak byłam zbyt słaba, aby wmówić sobie, ze nic dla mnie nie znaczy.




niedziela, 10 marca 2013

16. Lou I.


Przyjaźń definiuje się jako brak egoizmu. Może jednak zajmowanie się swoimi potrzebami i marzeniami, jest pewną ochronę tej drugiej osoby, aby nie ponosiła cierpień i kolejnych niepotrzebnych trosk. Lecz czy dla drugiej osoby taka ochrona jest skuteczna? Dla mnie nie była. Zostawiając kogoś nie wyobraża sobie jak tak naprawdę ta jego „ochrona” jest w pewnym rodzaju pułapką z której ciężko jest się wydostać. Zostawić kogoś dla jego dobra, pozostawić tak po prostu. Może tylko zasłaniał się przyjaźnią? Głęboko wierzyłam że tak nie jest, że naprawdę choć trochę liczy się ze mną, lecz nie wiedział, że jego ochrona działa odwrotnie, pozostawia ból i brak zapomnienia. Jednak co ma czuć, kiedy odnosi sukcesy i spełnia swoje największe marzenie. Przecież nie rzuci tak wszystkiego by wrócić. Tam ma lepsze życie, nowych znajomych i brak zmartwień. W końcu ma to czego pragnął, to o co tak walczył. Wolnym krokiem wstałam z łóżka, przeczesując dłońmi włosy, opadające na ramiona. Stopy wsunęłam w puchowe i ciepłe kapcie. Podeszłam do lustra ilustrując swój wygląd. Czemu nie potrafiłam być dla ciebie idealna?- pomyślałam dogłębnie analizują swoje odbicie. Czemu nie potrafiłam cię zatrzymać? – kolejne pytanie zajmowało moje myśli. Po rutynowych czynnościach postanowiłam chociaż na chwile oddalić myśli związane z nim i zaparzyć sobie kawę. Biorąc gorący kubek udałam się do salonu. Przecież możesz napisać, zadzwonić, cokolwiek, to nie jest tak dużo, a ogromnie mnie ucieszy. Trzymając telefon w ręce, jakby to miało sprawić, że nagle będzie chciał się odezwać. Zrezygnowana odłożyłam pusty już kubek na boczną szafeczkę i z powrotem skierowałam się do pokoju. Delikatnie rozsunęłam firankę i otworzyłam drzwi na niewielki tarasik. Oparłam łokcie o barierkę wpatrując się w ten jeden, bardzo dobrze znany mi dom. Uśmiech nasunął mi się na twarzy, gdy pomyślałam o spędzonych tam chwilach. Moje rozmyślenia przerwał głośny śmiech jednej z dziewczynek. Przez frontowe drzwi wybiegła mała blondynka a za nią straszy brunet. Moje oczy rozszerzyły się i wpatrywały w chłopaka.
- Wrócił. – szepnęłam cicho niedowierzając, że w końcu wrócił. Może i dzielił nas spory dystans, jego nie da się nie rozpoznać. Ten charakterystyczny śmiech, głos, zawsze je rozpoznam. Moje serce niezwykle uradowane, w jednym momencie przeżywające radość i rozkosz, a w drugim zazdrość i mocne ukłucie, gdy obok chłopaka zjawiła się wysoka brunetka obejmując go. Przecież to nie miało być tak, miał wrócić, ale nie z nią. Miało być jak w bajce ale przecież w bajce nie zawsze zdarza się szczęśliwe zakończenie.



sobota, 2 lutego 2013

15. Niall


Błądzę po przestronnym mieszkaniu, mijając wiele drzwi, szukając w nich jakiegokolwiek schronienia. Dokładnie penetruje pomieszczenia, analizując miejsce, w którym choć na chwile będę mogła odpocząć, by już po chwili znowu być w jego objęciach. Słysząc jego słodki głos, oznajmiający, że nigdzie się przed nim nie ukryje, szybko ruszyłam w stronę schodów, łapiąc za klamkę bardzo dobrze znanych mi drzwi. Z uśmiechem zamknęłam je, opierają się i rozglądając, gdzie mogę się zaszyć. Jednak żadne z widocznych mi obiektów nie było dobra kryjówką. Słysząc jego kroki szybko odsunęłam się od drzwi, stojąc na środku jego pokoju. Nagle rozległ się dźwięk otwieranych drzwi, lecz zanim zdążyłam się odwrócić usłyszałam roześmiane mam cię i już leżałam na miękkim łóżku z blondaskiem na sobie. Uśmiechał się na ten swój cudowny sposób, który zawsze był niezwykły. Był jak niespodzianka, choć widziałam go tyle razy dalej potrafił mnie zaskakiwać jak za pierwszym razem. Gdy ja tu się rozczulałam nad jego uroczością, on przeszywał mnie błękitnym wzrokiem. W myślach prosiłam aby nie zaczynał mnie łaskotać, gdyż Bóg nie dał mi odporności na ową działalność jego dłoni, które często błądziły po moim ciele, doprowadzając mnie do szaleństwa i łez. Jednak moje myśli nie zostały wysłuchane i już po chwili mój błogi śmiech roznosił się po całym mieszkaniu.
- Haha, przestań. Wiesz, że nie możesz wykorzystywać mojej słabości do łaskotek. – powiedziałam przez śmiech, który nie mógł przestać wydobywać cie z moich ust.
- A co jeśli nie posłucham? – odrzekł unosząc brew do góry z zadziornym uśmiechem, przerywając na chwilę łaskotanie.
- Wtedy będziesz bardzo złym chłopcem, który nie słucha swojej dobrej dziewczynki. – oznajmiłam z uśmiechem.
- Niestety, twoja odpowiedź nie jest zadowalająca. – dodał ponownie błądząc swoimi dłońmi po moim ciele.
- A jaka byłaby zadowalająca odpowiedź? – spytałam chociaż na chwilę przestając sie śmiać.
- Hmm. Jest taka jedna rzecz, która jest najlepszą odpowiedzią. – odrzekł z iskierkami w oczach, przejeżdżając językiem po ustach. Powoli zmniejszał między nami odległość.
- Wiesz, o czym mówię? – spytał, będąc milimetry od moich ust. Uśmiechnęłam się. Widząc go takiego szczęśliwego, jest najlepszą nagrodą i pocieszeniem.
- Naleśniki. – krzyknęliśmy oboje w tym samym momencie. Nie jesteśmy idealnie dopasowani pod każdym względem, jednak łączą nas rzeczy zdecydowanie ważniejsze niż inne, a miłość do naleśników, tylko pogłębia nasze uczucia.



sobota, 22 grudnia 2012

14. Zayn


Święta. Białe, wesołe, radosne święta. To właśnie na te dni z zapartym tchem czeka wiele osób. Siedziałam na łóżku, szukając w laptopie różnorodnych pomysłów na prezenty dla moich bliskich. Za oknem prószył biały śnieg, przyozdabiając okolicę. Choinka pełna ozdób stała gotowa w salonie, aromat ręcznie robionych pierniczków oraz innych ciast roznosił się po domu, lampki przyozdabiające domy rozświetlały ulicę w wieczorne pory. Zadowoleni ludzi spacerowali po londyńskich uliczkach, dzieci uśmiechały się na widok świątecznych słodyczy i prezentów. Każdy wczuwał się w magię świąt.
- [T.I.] chodź na dół. – usłyszałam głos mojej mamy. Zamknęłam laptopa i ruszyłam do kuchni.
- Tak mamuś ? – spytałam wchodząc do kuchni zaciągając się zapachem ciasta.
- Jak widzisz mam ręce pełne roboty, możesz przejść do sklepu po parę rzeczy ?
- Jasne. – uśmiechnęłam się na myśl o odwiedzinach galerii pełnej świętych mikołajów i elfów. Jako małe dziecko uwielbiałam tam przychodzić i zdawać mase próśb o prezenty brodziatego staruszka. Do dziś zostało mi coś z tych wspomnień i nadal z radością w oczach odwiedzam to miejsce. Dostałam listę rzeczy, pieniądze, założyłam ukochany kożuszek i pognałam na zakupy. Przed wejściem było mnóstwo świątecznych ozdób. Dzwoneczki, wstążeczki, choinki, lampki, bombki i łańcuchy. Wszystko budowało świąteczny nastrój. Zmierzyłam w kierunku sklepu po zakupy. Szybko uporałam się z misją i ruszyłam pooglądać resztę świątecznych wystaw. Moją uwagę przykuły nauszniki z reniferami po obu stronach. Aż prosiły o przymierzenie, a mnie nie trzeba długo prosić. Już po chwili zajęły miejsce na mojej głowie. Podziwianiu uroczych reniferków przeszkodziła wibracja telefonu, zwiastująca smsa. 
` będziesz boskim reniferem. – odczytałam smsa szeroko się uśmiechając. On zawsze potrafił spowodować wtargnięcie szczęścia na moją twarz.
` nie myśl, że dzięki temu będę wozić twój boski tyłek. –odpisałam przechodząc do kolejnych wystaw.
` i tak wiem, że go uwielbiasz. To co, jakaś świąteczna kawka ? – odczytałam szybko wysyłając akceptującą odpowiedź. Ruszyłam w kierunku naszej ulubionej kawiarni, rozsiadając się obok stolika pod oknem. Na towarzysza nie czekałam zbyt długo. Pojawił się jak zawsze w swej nieskazitelnej postaci kilka minut po moim przyjściu. Z uśmiechem przywitał się ze mną siadając obok. Czas płynął, wieczór się zbliżał, nasza „świąteczna kawa” dawno już zniknęła z kubków. Odebrałam dzwoniący telefon, przerywając rozmowę.
- [T.I.] gdzie jesteś. Nie zdążę upiec ciasta. Wracaj szybko. – słyszałam zdenerwowany głos mamy. Nie dziwiłam się jej, miałam wrócić dobre 2 godziny temu. Z niechęcią wstałam, biorąc torbę i żegnając się z brunetem.
- Odprowadzić cie ? – usłyszałam słodki głos za sobą. Pokiwałam potwierdzająco głową i ruszyliśmy w kierunku mojego domu. Dochodziła piątka po południu, a jak to w grudniu, wieczorem robiło się coraz zimniej. Pocierałam rękoma, aby je trochę rozgrzać, co spotkało się ze śmiechem „kolegi” obok. Spiorunowałam go wzrokiem co wywołało większy śmiech.
- Daj. – powiedział wplatając moją rękę w swoją i chowając je w swojej czarnej kurtce. Uśmiechnęłam się dotrzymując kroku. Przy wejściu do domu pożegnałam się z mulatem i wkroczyłam do domu. Oddałam zakupy, przyjmując parę słów o moim spóźnieniu i udałam się do mojego pokoju.
Kolejny dzień, wigilia. Po przygotowaniu wigilijnego stołu, zasiadłam wraz z przybyłą rodziną do kolacji. Łamanie się opłatkiem, życzenia, radość z przebywania z bliskimi i oczywiście prezenty. Po całej familiadzie z powrotem powędrowałam do swojego pokoju. Usiadłam na dużym łóżku, usłanym białą pościelą. Wokół okna błyszczały ozdobne lampki, dające cudowny nastrój wraz z małą choinką umieszczoną pod nimi. Usłyszałam jak śnieg uderza o szybę w oknie. Momentalnie odwróciłam wzrok w stronę okna. Podeszłam bliżej widząc biały ślad. Otworzyłam drzwi balkonowe powoli wychodząc na balkon. Chłodny wiatr otulił moje ciało, wywołując dreszcze. Spojrzałam w dół.
- Jesteś nienormalny ? Co tu robisz ? – spytałam stojącego pode mną mulata. Stał tam sobie jak nigdy nic, trzymając ręce w kurtce, patrząc moją stronę ze swoim boskim uśmiechem.
- Też miło cię widzieć. – powiedział z uśmiechem. - Mogę wejść ? – spytał.
- Pozwolę ci tylko dlatego, że jest mi zimno, a stać tu nie zamierzam. – odrzekłam pocierając ręce o ramiona. Wykonał parę kroków do przodu, powoli wchodząc na drewnianą drabinkę na której kwiaty wzbijały się do góry, lecz w zimowej porze jak widać służy ona do czegoś innego.
- Co ty robisz ? Nie możesz wejść jak cywilizowany człowiek przez drzwi ? – spytałam patrząc na niego jak na idiotę.
- Lubię wyzwania. – odrzekł wspinając się dalej. Przewróciłam oczami.
- Naprawdę jesteś nienormalny. – westchnęłam gdy był już prawie obok mnie.
- I tak wiem, że mnie lubisz. – powiedział przytulając mnie.
- Spadaj, jesteś zimny. – mruknęłam czując kolejną dawkę zimna.
- Zaraz cię rozgrzeje. – zaśmiał się odsuwając się ode mnie. Chwyciłam go za rękę wciągając do środka, zamykając szklane drzwi.
- Od razu lepiej. Więcej cię tak nie wpuszczę. – oznajmiłam siadając na moim poprzednim miejscu. Usiadł obok przeczesując swoje włosy.
- Więc co cię do mnie sprowadza ? – spytałam podziwiając mojego towarzysza.
- Mam cos dla ciebie. – powiedział z uśmiechem podając mi małe, czerwone pudełko. – Otwórz. – dodał. Delikatnie rozwiązałam białą wstążeczkę otwierając pudełko. Moim oczom ukazał się piękny pierścionek z kilkoma diamencikami.
- Nie lepiej byłoby go dać swojej dziewczynie? – spytałam nie odrywając wzroku od prezentu.
- Mam cichą nadzieję, że się jej spodoba. – szepnął mi do ucha. No tak, przecież on nie ma dziewczyny, zawsze palne coś głupiego. Po przeanalizowaniu jego słów spojrzałam na niego. Uśmiechał się. Delikatnie przejechał ręką po moim policzku. Otworzyłam szerzej oczy dopuszczając „te słowa” jako nazwanie mnie „swoją dziewczyną”. Nasze usta złączyły się w czułym pocałunku. Czułam jak się szczerzy.
- Nawet nie wiesz, jak bardzo jej się podoba. – powiedziałam odklejając się od jego ust, by ponownie się w nich zatopić.


czwartek, 22 listopada 2012

13. Harry


Szła wąską uliczką londyńskiego centrum, zwiedzając wzrokiem, każdy skrawek jesiennej pory. Liście powoli opadły na ziemie, pozostawiając nagie drzewa, które niedługo zostaną przykryte białym puchem. Z rękoma schowanymi w kieszeni brązowej, skórzanej kurtki, rozglądając się dookoła siebie z uśmiechem, podziwiała widok przemijającej już jesieni. Jesień – pora na zmiany, lepsze zmiany. Tak, pora na zmiany w jej życiu. Zamyślona, wsłuchując się w dźwięk stukających obcasów swoich butów, nie zauważyła stojącego przed nią chłopaka, obróconego tyłem, na którego niechcący wpadła.
- Przepraszam, zamyśliłam się. – powiedziała lekko speszona w stronę chłopaka patrzącego na nią.
- Nic się nie stało. – odrzekł ukazując słodki uśmiech. Jego boskie oczy sparaliżowały ją na chwilę, cudowne loki nie pozwalały ruszyć się od nich nawet na krok. Parzyła na niego, nie wiedząc, że robi to, nie kontrolując swojego umysłu, lecz po chwili wróciła do świata, w którym żyła. Chłopak nadal przyglądał się jej z czarującym uśmiechem. Speszona dziewczyna odwzajemniła uśmiech, ponownie chowając dłonie w ciepłej kurtce i ruszyła dalej przed siebie.
- Yhh ! [ T.I. ] co ty wyprawiasz, to tylko zwykły chłopak. – mówiła w myślach, walcząc z nimi zawziętą walkę, nadal czując ten przenikliwy, zielony wzrok na sobie. Dochodząc do domu, usiadła na marmurowych schodkach, opierając łokcie o kolana, podtrzymując podbródek dłońmi. Wpatrywała się w leśną dal otuloną kolorową powłoką liści. Wiatr delikatnie rozwiewał jej włosy. Siedziała zamyślona, próbując poukładać swoje dotychczasowe życie, w realistyczne. Z gorącą czekoladą usiadła na środku miękkiego łóżka, krzyżując nogi i zatapiając się w cudownej rozkoszy życia. W końcu nadeszła biała, upragniona przez wielu zima. Delikatnie prószący śnieg nie przeszkadzał przechadzającym się ludziom, którzy z uśmiechem witali zimę. Udała Siena świąteczne zakupy dla rodziny, zahaczają o pobliski park. Szła wolnym krokiem, patrząc z radością na spadające małe płatki śniegu. Widziała dookoła wiele par, dzieci lepiących bałwana oraz bawiących się śnieżkami. Jej widok zatrzymał się na parze siedzącej na pobliskiej ławce. Dostrzegła znane jej już loczki, które delikatnie splatały się z brązowymi włosami dziewczyny obok. Stanęła przyglądając im się dokładniej. Rozszalałe powoli serce, odetchnęło z ulgą, widząc w chłopaku zupełnie inna osobę, niż tą, którą kiedyś zdążyło obdarować uczuciem, podczas spotkania. Idąc dalej, znów w jej myślach zagościł on, ten, który to samym spojrzeniem powodował cały dzień rozmyśleń na swój temat. Weszła w oświetloną przez miejskie lampy alejkę, przyglądając się wystawom i sklepom. Weszła do jednego z nich, błądzą poprzez regały sklepu. Przyglądała się rzeczą dla swojej kilku letniej siostrzenicy. Jej uwagę przykuł duży, brązowy miś, z różową kokardką z napisem MERRY CHRISTMAS. Uśmiechnęła się, sięgając po miękką przytulankę, napotykając czyjąś ciepłą dłoń. Momentalnie odwróciła wzrok w stronę chłopaka, który stał wpatrzony w nią. Ten sam, którego spotkała w pewien jesienny dzień, znów się pojawił, wywołując ciepły uśmiech na twarzy dziewczyny. Jego oczy nadal przyciągały dziewczynę, która nie potrafiła się im oprzeć.
- Jestem Harry. – odrzekł nadal trzymając rękę dziewczyny.
- [ T.I. ] – oznajmiła lekko sie rumieniąc. Stali wpatrzeni w siebie, jak zaczarowani, bo przecież jej życie miało się zmienić, na lepsze i właśnie tak zrobiło, zmieniło się, dzięki jednemu, słodkiemu chłopakowi.



piątek, 2 listopada 2012

12. Harry


Kolejny dzień z piątką niesamowitych osób. Jak zwykle po obiedzie ruszyłaś w stronę domu swoich przyjaciół, w którym spędzałaś większość czasu. Drzwi jak zawsze otworzył ci twój lokowaty ulubieniec. Inni uważali, ze pasowalibyście do siebie idealnie, ale wy byliście dwójką bardzo dobrych przyjaciół, może coś więcej ale nikt z was nie rozpoczynał tego tematu. Nie chcieliście psuć tego, co jest między wami. Nastały zimowe dni, pełne wyczekiwań na piękne i białe święta. Siedziałaś na kanapie oglądają jakąś komedię, pijąc gorącą czekoladę. Na dworze panowała spokojna zima. Płatki śniegu powoli opadały to na chodnik, to na drogę. Po pomieszczeniu rozległ się dźwięczny głos loczka, oznaczający nadejście sms’a. Z uśmiechem sięgnęłaś po telefon.
Spotkajmy się w parku za godzinę. Harry xx.
Odpisałaś akceptując propozycję. Trochę zdziwiła cię wiadomość, gdyż zawsze przychodziłaś do nich i dziś też miałaś taki zamiar. Zjadłaś posiłek i przebrałaś się. Założyłaś ciepły sweter oraz kremowe rurki. Zrobiłaś lekki makijaż i rozpuścił długie brąz loki. Włożyłaś ukochane, brązowe koturny i ciepły, brązowy płaszcz. Wzięłaś komórkę i wyszłaś z domu w kierunku parku. W oddali ujrzałaś sylwetkę Harry’ego. Przywitaliście się buziakiem w policzek.
- Pięknie wyglądasz, z resztą jak zawsze. – oznajmił, uśmiechając się.
- Dziękuje. – zarumieniłaś się, odwzajemniając uśmiech. – To jaki jest powód naszego spotkania ? – spytałaś, trzymając już ciepłą rękę chłopak.
- Niedługo się dowiesz. – odrzekł i ruszyliście w nieznaną ci stronę. Szliście wolnym rokiem, trzymając się za rękę. Było to jedno z cieplejszych, listopadowych już popołudni. Weszliście do nieznajomej ci uliczki.
- Harruś ? Gdzie my idziemy ? – spytałaś lekko zdezorientowana.
- Zaraz zobaczysz. – posłał ci jeden z tych swoich uroczych uśmiechów. Weszliście przez małą, miedzianą bramkę. Twoim oczom ukazała się piękna, drewniana altanka, ozdobiona dużą ilością czerwonych róż. Stanęłaś, nie mogąc uwierzyć w ten piękny widok. Harry pociągnął cię za rękę w stronę altanki. W środku było jeszcze więcej róż.
- I ty to wszystko zrobiłeś ? – spytałaś rozglądając się w ogół.
- Tylko dla ciebie. – odrzekł. Nie wiedziałaś co powiedzieć, jak wyrazić swój zachwyt. Spojrzałaś w jego oczy. Teraz spostrzegłaś zupełnie inną ci osobę. Osoba, która stara się dla ciebie, pragnie twojego szczęścia. Podeszłaś bliżej i mocno siew niego wtuliłaś. Uniosłaś delikatnie głowę, spotykając się z jego cudownym uśmiechem. Ujrzałaś te głębokie, magiczne, zielone oczy, które nigdy nie patrzyły na ciebie takim wzrokiem, pełnym miłości. Serce biło ci jak opętane. Przecież nigdy tak nie robiło. Poczułaś się inaczej, poczułaś, że ktoś cię kocha, że komuś na ciebie zależy. Delikatnie musnął twoje zmarznięte usta, swoimi, gorącymi wargami, rozgrzewając je.
- Kocham cie. – szepnął słodkim głosem, wtulając cię jeszcze mocniej w swój czarny płaszcz. Teraz twoje życie zmieniło się, masz przy sobie osobę, z którą chcesz być już na zawsze.